Dokąd uciec od rzeczywistości?

Umyło nas, zmoczyło, zbrązowiało, napoiło spragnioną ziemię, mokre łopiany wyglądały jak zmokłe kury a osty jak zmokłe baletnice. Starałam się w ten czas z tą mokrą przyrodą wzajemnie nie spoufalać, za to spoufalałam się z kaloryferami, kocami, herbatą i jasnym kręgiem zapalonej lampy i towarzystwem książek. Niestety, Podróże z Herodotem Kapuścińskiego musiałam odłożyć na później, bo treść książki i moje zrozumienie tego, jakoś nie mogły spotkać się w pół drogi. Musiałam sięgnąć po coś lżejszego, padło na Wańkowicza i Jane Austen. Za to po deszczach w powietrzu przestrzeń była jak kryształ, wyjrzało słoneczko i wyszłam wreszcie w plener. Czas po temu był najwyższy, bo z niepokojem zauważyłam, że gdzieś w pobliżu czai się moja dobra znajoma - depresja i bacznie mnie obserwuje wyczekując momentu, by mnie dopaść. Jesienny czas i okoliczności najnowszych wydarzeń jej sprzyjają, więc trzeba być czujnym. Trochę wyciszył mnie i uspokoił fakt, ze zrezygnowałam z wyjazdu do sanatorium...