Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2021

Emeryckie wakacje...

Obraz
Dopiero do wczoraj mogę powiedzieć, że mam wakacje. Ktoś może powiedzieć, że emeryt to ma wakacje w każdy dzień roku. Ale powie to tylko ktoś, kto na emeryturze nie jest. Nie, wcale nie narzekam, że to przez wnuczęta. Lubię zajmować się tymi szkrabami (szkoda, ze tak szybko rosną;), ale też przyznaję, że na dłuższy (niż parę dni) czas, już mnie to trochę męczy. Tym razem nie zmęczyłam się fizycznie, bo była u nas tylko Wiktoria. Jednak wynajdywanie jej zajęcia, by się nie nudziła i schodzenie w rozmowach na lewel dziewięciolatki (bo nie porozmawiasz z nią jak z dorosłym, jednak jak z dzieckiem również nie) jest na dłuższą metę psychicznie uciążliwe i trudne. Staś na samym początku pobytu u nas zrobił mi tę przysługę, że się mnie kilka razy nie posłuchał, wobec czego wrócił do mamy i do przedszkola dyżurnego. Tak mamy z córką ustalone, ze jak się „mały kogucik” stawia, to wraca do domu. A jest na „nie” bardzo często, słucha tylko mamy, mama jest dla niego wyrocznią i koniec;).

Żniwa na balkonie...

Obraz
Czy to faktycznie już lipiec? Trudno w to uwierzyć, ze zaczęło się drugie półrocze roku 2021. Błyskawicznie minęła mi wiosna, teraz w tym samym tempie mija mi lato. Pół wieku temu, kiedy byłam dzieckiem cieszyłam się z tego, że przyszły długo wyczekiwane wakacje. Jako dorosłą osobę martwi mnie,  że czas tak szybko biegnie…Tym bardziej, że im jestem starsza, to czas biegnie szybciej. Nie da zatrzymać się czasu, więc należy cieszyć się pogodnym niebem, pachnącymi kwiatami i pysznymi owocami, które przyniósł nam lipiec… A ponieważ czas szybko płynie, szybko nadejdzie słotna jesień a potem mroźna zima, dobrze byłoby trochę tych kolorów i smaków zatrzymać na ten ponury czas. Nie robię jednak zbyt dużo przetworów, bo od kiedy przez naszą piwnicę przechodzi rura c.o. w piwnicy jest za ciepło i nie mam gdzie tych przetworów przechowywać. W  małych ilościach przetwory na zimę przechowuję w szafce na balkonie, która jest specjalnie ocieplona.. Zupełnie przypadkowo zrobiłam kompot czer

Lipiec musi przypiec, ale ...

Obraz
Obiecałam sobie solennie, ze już nie zaniedbam bloga tak, jak zaniedbałam zimą. Ale proza życia okazała się silniejsza od mojego postanowienia… Bo też ostatnio działo się u mnie sporo. Akurat wypadły półroczne badania kontrolne u czterech lekarzy. A do każdego lekarza inne badania, tak że odwiedziłam laboratorium kilka razy. Na zdrowy rozum można by te badania zrobić za jednym pobraniem krwi. Ale widocznie zdrowy rozum w przychodni, która jest najbliżej mojego miejsca zamieszkania jest towarem deficytowym. Owszem, mogą te wszystkie badania zrobić, ale drukują je wszystkie razem. I każdy lekarz musiałby sobie wyszukiwać interesujące go wyniki z trzech arkuszy wydruku, co jest moim zdaniem postawienie lekarz w dość niekomfortowej i nieeleganckiej sytuacji. No więc nawiedzam ich tam zawsze kilka razy, a chodzę do tej Przychodni tylko dlatego, że jest   na tyle blisko, bym mogła tam spokojnie pójść sama rano będąc na czczo (czytaj – będąc ledwo ciepłą i ledwo żywą;). Całe szczę