Posty

Wyświetlanie postów z 2021

Prawie na półmetku.

Obraz
Za to rozruszanie starych kości zapłaciłam bardzo drogo. Już po pierwszym dniu ćwiczeń przy poruszaniu się czułam ból mięśni. We wtorek było jeszcze gorzej, a w środę było apogeum, nie tylko bolały mnie wszystkie mięśnie, ale dostałam temperatury. Polegiwałam, piłam dużo płynów, ale z zabiegów nie zrezygnowałam, tylko te swoje szczątki doczesne wlokłam na każdy zabieg. Kiedy w czwartek zaczęło mnie drapać w gardle powiedziałam mojej doktor prowadzącej. Ale spodziewałam się, że narobi rabanu, więc powiedziałam jej o tym, jak już miałam większość zabiegów za sobą. Oczywiście podniosła alarm i od razu odesłała mnie do izolatki i miałam oczekiwać tam na kogoś, kto miał pobrać mi wymaz. Było mi to na rękę, bo chciało mi się spać a tam była kozetka, była poduszka i koc, więc się położyłam i spałam. Po jakimś czasie przyszedł taki ludzik ubrany w kombinezon jak kosmonauta i zanurkował w moim gardle, żeby było zabawniej, to nurkował przez nos. Miałam tam siedzieć tak długo, aż nie b

Resume' ostatniego miesiąca.

Obraz
No więc tak… … wczoraj przyjechałam zdrowa i bez bólu, a dzisiaj boli mnie wszystko;). Jutro będzie jeszcze gorzej, ale wiem o tym, że jest to coś normalnego. Natomiast pani z którą jadam posiłki nie chce przyjąć tego do wiadomości i chce wracać do domu, co by miało swoje dobre strony, bo pani jest „trudna”. Buzia jej się nie zamyka, a gada tylko na jeden temat – kto z rodziny i znajomych przyszedł do niej po śmierci, jak wyglądał, co mówił i co robił. Jak nie wyjedzie i się nie uspokoi, to będę musiała zmienić stolik, bo to w końcu jest szpital rehabilitacyjny a nie szpital psychiatryczny. A poza tym jest mi dobrze i jestem zadowolona, ze wreszcie odcięłam się od tego wszystkiego, co ostatnio na mnie spadło. A więc jeden pogrzeb, o którym wiecie, mojej „kuzynki” (tak po prawdzie moją kuzynką była jej mama, ale z racji wieku mówiłam na nią ciocia, a z kolei Krystyna powinna mówić na mnie ciocia, ale z racji prawie równego wieku mówiłyśmy sobie po imieniu). Później wyjazd na

Jestem w Busku;).

Obraz
Przyjechałam dzisiaj. Czas przed wyjazdem i dzisiejszy dzień – standard, czyli niechęć do wyjazdu i nerwówka na miejscu. Niby kuracjuszy jest o połowę mniej, personel miły i uprzejmy, ale idzie im to   wszystko jak krew z nosa. Tym razem przywiozła mnie córka, bo widziała moją wielką niechęć do wyjazdu, więc wolała sama się tym zająć. I dobrze, bo potrzebna nam była taka podróż we dwie, pogadałyśmy na spokojnie bez „przyklejonych” do niej dzieci, zaplanowałyśmy święta, dogadałyśmy się co do prezentów. Na miejscu córka pomogła mi się rozpakować, poszłyśmy zjeść obiad, później ona wracała do domu a ja miałam wizytę u lekarza. Dziwne wrażenie, bo z tych lekarzy, co byli obecni dzisiaj wszyscy są nowi. Poprosiłam więc o skierowanie do lekarza, który przyjmował najwcześniej. Pani doktór przemiła i bardzo uczynna, zapisała mi wszystkie zabiegi jakie chciałam, ale nie zbadała mnie, nie zmierzyła mi ciśnienia, nawet nie spojrzała na wyniki badań. Muszę się dowiedzieć, czy to są jaki

...to nie tak miało być ...

Obraz
Ogarnęłam się na tyle, by wreszcie zdać Wam relacje z naszej wycieczki do Kurnika. Ale właśnie otrzymałam wiadomość o pogrzebie w rodzinie. Zmarła osoba, jest daleką krewną, ale bliską mi osobą. Dzieciństwo i młodość spędziłyśmy właściwie razem, później zawsze mogłam na nią liczyć. Wszystkie większe domowe uroczystości, przygotowywałyśmy zawsze razem. Tak, bo kiedyś takie uroczystości jak chrzty, komunie, wszelkie rocznice organizowało się w domu, a nie jak teraz w restauracjach. Jak tylko zbliżała się u nas w domu jakaś większa uroczystość rodzinna dzwoniłam do Krysi. Krysia przyjeżdżała, i potrzebne nam było 1,5 dnia, by zorganizować np. przyjęcie komunijne na 20 osób, czy przysięgę, a po ukończeniu studiów promowanie na oficera mojego syna na ponad 30 osób. Rozumiałyśmy się bez słów. Przez ostatnie dziesięć lat nasze kontakty się bardzo rozluźniły, co prawda wpadałam ją odwiedzić, kiedy byłam w swoich rodzinnych stronach, ale na tym się kończyło. Kiedy przeszła na emerytur

Drama po mojemu.

Obraz
Mój laptop jeszcze nie naprawiony i nie wiadomo czy warto będzie go naprawiać. Tak orzekł OMW, a w tym temacie to akurat ja mu wierzę w to co mówi. Na razie mam sobie korzystać z jego nie potrzebnego mu już „starego rzęcha” a później się zobaczy… Trochę się zezłościłam , że co mnie tu będzie jakimś nieboszczykiem uszczęśliwiał, ale się okazało, że ten „stary rzęch” szybciej pracuje niż ten mój, zanim się popsuł. Tylko nie mogę się na nim połapać gdzie co jest i czasem jakimś nieopatrznym kliknięciem nie tam gdzie trzeba wszystko mi ucieka w kosmos. Ale życie bez komputera też ma swoje plusy. Pod koniec ubiegłego tygodnia   nie odciągana przez buszowanie w necie umyłam   (razem ze Ślubnym oczywiście) okna od zabudowy balkonu. Co prawda mieli to zrobić syn z wnukiem w sobotę, ale „z nudów” tak mnie naszło, ze Ślubny je wyjmował z prowadnicy, a ja myłam i czyściłam, jakoś udało nam się wstawić je na swoje miejsce i do wiosny jest spokój. Syn nam tylko palnął niezłą mówkę, że „k

Dni płyną jak chcą.

Obraz
Z mojej niestrawności i zmęczenia po podróży wygrzebałam się stosunkowo szybko, ale przez tydzień słaba byłam jak motyle skrzydło. Później postawiła mnie do pionu adrenalina. Ale nie życzę nikomu takiej metody stawania na nogi. Zachorował sąsiad, objawy podobne do moich, czyli jakieś zatrucie lub jelitówka. Ale sąsiad jest sporo po dziewięćdziesiątce, wyglądało to bardzo źle. Lekarze kierowali go do szpitala, ale facet uparł się, ze nie i że „umierał będę w domu.” Każdy ma prawo wybrać sobie miejsce, gdzie chce ten świat opuścić i nic nikomu do tego, ale … Ale sąsiad się uparł, ze w to ja mam mu w tym pożegnaniu tego „cyrku na kółkach” towarzyszyć. Ups, to mi się nie spodobało. Ponieważ jego córka była w tym czasie na działce (100 km od miejsca zamieszkania) sugeruję mu, ze trzeba ją o wszystkim powiadomić. Sąsiad na to, ze „zabrania, bo mu będzie lamencić i zepsuje mu jego ostatnie chwile” i że „długo to nie potrwa, więc się nie mam martwić, ze zajmie mi dużo czasu”. I jes

Anons.

Obraz
Kochani, wróciłam i żyję. Choć ledwo zipię, to od dzisiaj idzie ku lepszemu. Nie zmogła mnie podróż i żywienie się w różnych hotelach i restauracjach, a po powrocie, już w domu zmogła mnie kiść winogron. Starannie umyta, mimo to przewróciła mi przewód pokarmowy na drugą stronę. Przez dwa dni żyłam na kroplówkach (dobrze, ze jest synowa, która takie sprawy ogarnia), dzisiaj jest już kleik, na obiad zupa z ryżu i marchwi na kolacje czerstwa bułka. Wyjazd bardzo udany, wrażenia pozytywne, chociaż pogoda nie końca dopisała. Jak tylko wrócę do jako takiej normalności to się odezwę.     

No to jadę ...

Obraz
Przy niedzielnym obiedzie córka powiedziała – Mamo, jedziemy na zaplanowany w ubiegłym roku babski wyjazd. Kiedy? Pytam się jej grzecznie, ale myślę sobie- „nie w najbliższym czasie, bo mi się nie chce”. W ten czwartek, pada odpowiedź. Wnuk protestuje, ze on się nie zgadza, on też chce jechać. Ślubny cmoka coś pod nosem niezadowolony i powiada   - zły wybór, bo pogoda będzie do bani. Ja nieśmiało mruczę, ze może jeszcze nie teraz, że może pod koniec miesiąca. Wnuczka mówi z wyrzutem – babciu, jak Ty się teraz nie zgodzisz to znowu nam wyjazd przepadnie. Córka stawia sprawę jasno – jedziemy w czwartek, koniec dyskusji, Staś zostaje z dziadkiem. Po takim dictum sprzeciwów już nie było – jedziemy w czwartek rano. W poniedziałek do południa telefon od córki – mamo, chyba nie jedziemy, w pracy mi się posypało. Ok. – dla mnie dobrze. Wieczorem rozmawiamy przez telefon i córka mówi – ten nasz wyjazd, to jeszcze nie do końca jest pogrzebany. Wczoraj rano było na tak, znaczy się,

To już dwadzieścia lat...

Dziś 11 września. Od dwudziestu lat ta data wywołuje we mnie wiele emocji, działa na mnie bardziej niż data 1 września czy 1 sierpnia. 11 września 2001 pamiętam doskonale, w pracy był młyn, drukowałam jakieś dokumenty więc radio było wyłączone. Przed wyjściem do domu przysiadłam na chwilę, by napić się herbaty, którą zrobiłam sobie rano, włączyłam radio… Na początku nawet nie zwróciłam uwagi o czym mówi spiker, ale jego głos by bardzo przejęty, podekscytowany … O czym on mówi? … O Boże!, jaka straszna katastrofa! – pomyślałam. Wracając samochodem z córką (odbierała mnie z pracy wracając z wykładów) rozmawiałyśmy o tym i wtedy rodzi się pytanie – jak to możliwe, ze pilot nie zauważył przeszkody? W domu włączyłyśmy wszystkie telewizory (trzy), każdy na inną stację i wtedy wszystko stało się jasne. Na naszych oczach walą się dwa potężne budynki. Składają się jak domki z kart… To nie katastrofa, to zamach. Co będzie dalej…. Prawdę mówiąc, mimo wielokrotnie powtarzanych obr

Jak ruszyć z miejsca?

Obraz
Kiedy wnuczęta wróciły do swojego domu a u nas zapadła błoga cisza i spokój pomyślałam sobie – no, teraz to wypocznę do woli a i czasu będę miała tyle, ze nie będę wiedziała co z nim zrobić. Ale jak tak dobrze przyjrzałam się otoczeniu, to już wiedziałam, że jeżeli chodzi o czas, to będę go miała w całości zagospodarowany. Wszak prawie przez cały sierpień sprzątało się tylko „rynek” tzn. po łebkach i tylko to, co było widać. A więc postanowiłam, ze biorę się za odgruzowanie mieszkania. Ale, że ogarnął mnie wielki lenis nierobus, więc wytłumaczyłam sobie, ze posiedzę jeszcze troszkę, przejrzę jakąś książkę, a potem już ruszę z kopyta i szybko ogarnę chałupę. I co? Ano siedziałam z książką* do soboty, a wokół mnie, mimo, ze nie było dzieci tworzył się bałagan. Słowo daję, sam się tworzył! W sobotę pojechaliśmy na cmentarz dla zwierząt, bo zaniedbałam trochę ten mój obowiązek i nie byłam tam już prawie dwa miesiące. Ogarnęłam miejsce spoczynku Pichandry i Bandyty, posadziłam im

Jaki pierwszy wrzesień, taka cała jesień*

Obraz
Pierwszy dzień września. Dzieci poszły do szkoły, odleciały bociany i odleciały jerzyki, które bardzo lubiłam obserwować wieczorami… Jesień już za progiem, moi Mili. I chociaż przez ostatnie dni, zmęczona i zniecierpliwiona opieką nad wnukami marzyłam o początku roku szkolnego, to dzisiaj jest mi tak jakoś niewyraźnie, nostalgicznie, smutno… Wiktoria rozpoczyna trzeci rok edukacji, więc do tego faktu jestem już przyzwyczajona. Ale, że mały Staś dziś wkroczył w mury szkolne nie mogę jakoś przetrawić. Co prawda nie jako pierwszak, ale zerówkowicz, ale zerówka w szkole, a Staś ma książki, plecak i śniadaniówkę… I jest bardzo dumny z tego, że chodzi do szkoły, tak jak siostra;). Od 15 sierpnia wnukami miała zająć się druga babcia. Wracała z wczasów, mieliśmy nadzieję, że wypoczęła i że nas trochę odciąży a my w tym czasie wyskoczymy sobie do Starego Sącza do kolegi Ślubnego (oczywiście zabierając z sobą Vicię). Ale na darmo się cieszyliśmy i za szybko robiliśmy plany wyjazdowe

Nie lubię... sierpnia;).

Obraz
  Co się działo, kiedy mnie tu nie było? Ano, trochę się działo W ostatnim tygodniu lipca mieliśmy gości. Niespodziewanych, ale miłych, takich, przy których po trzecim dniu pobytu nie myśli się – „kiedy wyjadą”? Przyjechała koleżanka z czasów szkoły podstawowej z mężem. Z tamtego okresu jest jedyną koleżanką jaką mam, z innymi jakoś tak drogi nam się dawno rozeszły. Mąż koleżanki robił badania i latał po lekarzach. Towarzyszył mu Ślubny, a my miałyśmy warunki i czas by się wreszcie nagadać. Sprawa dała się załatwić w ciągu tygodnia, czym byłam niepomiernie zdziwiona, bo zakładałam, ze przeciągnie się do połowy sierpnia. Sprawdziła się stara prawda, że za pieniądze zdrowia nie kupisz, ale pieniądze pozwolą ci „luksusowo” chorować. Pierwszy tydzień sierpnia, dla odmiany, spędziliśmy u koleżanki i jej męża. Pobyt z odpowiednimi osobami, spędzony w wygodnym domu z wielkim ogrodem i basenem musi być udany. I tak był, nie mniej jednak ja tak do końca nie wypoczęłam. A to dlatego, ze zab

Emeryckie wakacje...

Obraz
Dopiero do wczoraj mogę powiedzieć, że mam wakacje. Ktoś może powiedzieć, że emeryt to ma wakacje w każdy dzień roku. Ale powie to tylko ktoś, kto na emeryturze nie jest. Nie, wcale nie narzekam, że to przez wnuczęta. Lubię zajmować się tymi szkrabami (szkoda, ze tak szybko rosną;), ale też przyznaję, że na dłuższy (niż parę dni) czas, już mnie to trochę męczy. Tym razem nie zmęczyłam się fizycznie, bo była u nas tylko Wiktoria. Jednak wynajdywanie jej zajęcia, by się nie nudziła i schodzenie w rozmowach na lewel dziewięciolatki (bo nie porozmawiasz z nią jak z dorosłym, jednak jak z dzieckiem również nie) jest na dłuższą metę psychicznie uciążliwe i trudne. Staś na samym początku pobytu u nas zrobił mi tę przysługę, że się mnie kilka razy nie posłuchał, wobec czego wrócił do mamy i do przedszkola dyżurnego. Tak mamy z córką ustalone, ze jak się „mały kogucik” stawia, to wraca do domu. A jest na „nie” bardzo często, słucha tylko mamy, mama jest dla niego wyrocznią i koniec;).

Żniwa na balkonie...

Obraz
Czy to faktycznie już lipiec? Trudno w to uwierzyć, ze zaczęło się drugie półrocze roku 2021. Błyskawicznie minęła mi wiosna, teraz w tym samym tempie mija mi lato. Pół wieku temu, kiedy byłam dzieckiem cieszyłam się z tego, że przyszły długo wyczekiwane wakacje. Jako dorosłą osobę martwi mnie,  że czas tak szybko biegnie…Tym bardziej, że im jestem starsza, to czas biegnie szybciej. Nie da zatrzymać się czasu, więc należy cieszyć się pogodnym niebem, pachnącymi kwiatami i pysznymi owocami, które przyniósł nam lipiec… A ponieważ czas szybko płynie, szybko nadejdzie słotna jesień a potem mroźna zima, dobrze byłoby trochę tych kolorów i smaków zatrzymać na ten ponury czas. Nie robię jednak zbyt dużo przetworów, bo od kiedy przez naszą piwnicę przechodzi rura c.o. w piwnicy jest za ciepło i nie mam gdzie tych przetworów przechowywać. W  małych ilościach przetwory na zimę przechowuję w szafce na balkonie, która jest specjalnie ocieplona.. Zupełnie przypadkowo zrobiłam kompot czer

Lipiec musi przypiec, ale ...

Obraz
Obiecałam sobie solennie, ze już nie zaniedbam bloga tak, jak zaniedbałam zimą. Ale proza życia okazała się silniejsza od mojego postanowienia… Bo też ostatnio działo się u mnie sporo. Akurat wypadły półroczne badania kontrolne u czterech lekarzy. A do każdego lekarza inne badania, tak że odwiedziłam laboratorium kilka razy. Na zdrowy rozum można by te badania zrobić za jednym pobraniem krwi. Ale widocznie zdrowy rozum w przychodni, która jest najbliżej mojego miejsca zamieszkania jest towarem deficytowym. Owszem, mogą te wszystkie badania zrobić, ale drukują je wszystkie razem. I każdy lekarz musiałby sobie wyszukiwać interesujące go wyniki z trzech arkuszy wydruku, co jest moim zdaniem postawienie lekarz w dość niekomfortowej i nieeleganckiej sytuacji. No więc nawiedzam ich tam zawsze kilka razy, a chodzę do tej Przychodni tylko dlatego, że jest   na tyle blisko, bym mogła tam spokojnie pójść sama rano będąc na czczo (czytaj – będąc ledwo ciepłą i ledwo żywą;). Całe szczę

W maju zimno - źle, w czerwcu upał - też nie dobrze...

Obraz
Kiedyś, gdzieś usłyszałam, że porządek powinien brać przykład z bałaganu i też powinien robić się sam. Dzisiaj mi się to przypomniało, kiedy gimnastykowałam się przy przyprowadzaniu mieszkanie do porządku, ponieważ kiedy panowały te upały, było tak, ze „przewróciło się, to niech sobie leży”;). Umyłam   też okna (sorry, umyłam tylko szyby i parapety) , bo przez tę wczorajszą burzę im się to należało. Mycie okien należy do Ślubnego (ja myję tylko w swoim pokoju), ale chłopina jeszcze nie przyszedł do siebie po tym katarze;))). Uciążliwie (tzn. z marudzeniem) chorował tylko dwa i pół dnia. Potem chcąc się chyba „zrehabilitować” zaczął mi nawet pomagać przy gotowaniu, średnio mu to wychodzi, liczą się jednak chęci, ale sama widzę, ze z kondycją u niego słabiutko. Ja tam dużo lepszej kondycji nie mam, ale prawie cale życie musiałam robić, co do mnie należy nie patrząc na to jak się czuję. Ślubny posprzątał tylko swój pokój i WC i odkurzył mieszkanie, dla mnie została reszta, łączni

Katar - śmiertelna choroba*- ...

Obraz
Niby idzie ku lepszemu. Kaszel mnie już nie męczy, katar też już prawie na końcówce. Ale siły mnie opuściły zupełnie, wystarczy, ze zaścielę pościel, zakrzątnę się szybciej (wolno nie potrafię) i już tchu nie mogę złapać i siódme poty mnie zlewają. Ponadto jestem podminowana i cięgle zdenerwowana, bo chciałoby się wreszcie zacząć coś robić, a człowiek jak siebie ogarnie, to jest już zmęczony. Oglądanie filmów zaczyna mnie wkurzać, a czytanie książek denerwować. I nie ma jak rozładować frustracji i wściekłości, bo jak? Najlepiej byłoby wydrzeć się na Ślubnego… No ale Ślubny poczęstował się mikrobem ode mnie i też zachorował. I jak tu wrzeszczeć na chorego?;))) A w dodatku wiecie jak mężczyzna choruje (czytaj - przechodzi katar). Boli cię co? Masz temperaturę? – pytam. Nie, odpowiada. Leży i jęczy – ten katar mnie zamęczy, zadusi, to już są moje ostatnie godziny, pamiętaj, czapka oficerska ma być na trumnie, msza ma być gregoriańska a na grobie posadź mi orchidee – no może