Strzelano do mnie;)))

Dzisiaj rano strzelił do mnie żołnierz. Wjeżdżałam na teren szpitala na Szaserów, na bramie podszedł żołnierz i „strzelił” do mnie z termometru. Zmierzyli mi temperaturę w taki sposób, w jaki robią to w krajach, w których pandemię traktuje się na poważnie. Jak wchodziłam na oddział zmierzono mi temperaturę drugi raz. No to teraz mam zmierzoną temperaturę już jakby na kilka dni - „na zapas”;))). Z powodu pandemii w przychodni „pełen luksus”, krzesło od krzesła postawione w odległości trzy metry. Alleluja! Wreszcie nikt się do nikogo nie odzywa, nie trzeba słuchać opowieści co komu wycięli i kiedy kto umrze. Następna moja wizyta będzie tam dopiero w grudniu, mam nadzieję, ze do tego czasu nic nie zmienią. Czytam na blogach, o tym jak koronawirus pomieszał ludziom plany. Ano pomieszał. Mnie też. Między 15 a 18 maja miałyśmy z córką i wnuczką pojechać na babski wyjazd do Kórnika i Rogalina. Hotele były zamówione, wnuczka skak...