Z deszczu pod rynnę...

15 listopada 2020 Cały miniony tydzień zleciał mi na wędrówkach po lekarzach. Nie, nie szwankuje mi zdrowie, to w związku z moją grudniową operacją zaćmy. Czuję się tą "wędrówką" stłamszona, sfrustrowana i przygnębiona. Wizyta w przychodni u lekarza rodzinnego – jeszcze przed ostatnim obostrzeniem można było wejść do gabinetu lekarza, ale tylko krok za drzwi, bo od lekarza odgradzała mnie cała długość gabinetu i parawan. Wyniki kładło się na stolik, który stał w połowie odległości między parawanem, a burkiem lekarza i wracało się za parawan. Wtedy lekarz wstawał od swojego biurka zabierał wyniki. I tak sobie siedział - pacjent za parawanem, lekarz przy swoim biurku, nie widzieli się, ale się słyszeli … i byłoby to śmieszna, żeby nie było takie beznadziejne. Jakaś tam komunikacja między lekarzem a pacjentem była, ale nie zapytałam wtedy lekarza, co by było, gdyby zachodziła potrzeba by mnie zbadać? Jestem ciekawa, jaka padłaby odpowiedź. Teraz nie ma nawet tego, został...