...to nie tak miało być ...
Ogarnęłam się na tyle, by wreszcie zdać Wam relacje z naszej wycieczki do Kurnika. Ale właśnie otrzymałam wiadomość o pogrzebie w rodzinie. Zmarła osoba, jest daleką krewną, ale bliską mi osobą. Dzieciństwo i młodość spędziłyśmy właściwie razem, później zawsze mogłam na nią liczyć. Wszystkie większe domowe uroczystości, przygotowywałyśmy zawsze razem. Tak, bo kiedyś takie uroczystości jak chrzty, komunie, wszelkie rocznice organizowało się w domu, a nie jak teraz w restauracjach. Jak tylko zbliżała się u nas w domu jakaś większa uroczystość rodzinna dzwoniłam do Krysi. Krysia przyjeżdżała, i potrzebne nam było 1,5 dnia, by zorganizować np. przyjęcie komunijne na 20 osób, czy przysięgę, a po ukończeniu studiów promowanie na oficera mojego syna na ponad 30 osób. Rozumiałyśmy się bez słów. Przez ostatnie dziesięć lat nasze kontakty się bardzo rozluźniły, co prawda wpadałam ją odwiedzić, kiedy byłam w swoich rodzinnych stronach, ale na tym się kończyło. Kiedy przeszła na emerytur...