Co się polepszy...

„Co się polepszy, to się popieprzy” – jakoś tak mówił mój przyszywany dziadek w sytuacji, kiedy sprawy szły ku lepszemu, a w pewnym momencie wszystko się posypało. Więc u mnie właśnie tak jest. Już w miarę przebolałam stratę Vici, odespałam nieprzespane noce, odpoczęłam psychicznie. Uprzytomniłam sobie, ze święta za pasem, więc trzeba sklecić jakieś świąteczne kartki. Z racji, że do świąt miałam miesiąc musiały być mało pracochłonne. Padło na stemple pomalowane akwarelami, jako, ze pracę z akwarelami bardzo lubię. Obrazki napaćkałam, kartki pokleiłam i wtedy zadzwonił telefon. Powiedzieć, ze prędzej bym się śmieci spodziewała, niż tego telefonu nie jest przesadą. Dzwoniła Pani Wala, ze jest na dworcu Centralnym. Osoby, które czytały mojego bloga jeszcze na Bloxsie, będą wiedziały, ze chodzi o Panią z Ukrainy, która jakieś piętnaście lat temu u nas sprzątała i z którą bardzo się zżyliśmy. Pomagała mi kilka lat, wróciła na Ukrainę nagle, bo odwołały ją sprawy rodzinne. Poje...