Jak ból Tobie...*

Tydzień minął miło i bardzo szybko. Szkoda, ze jak się coś fajnego dzieje, to czas tak szybko leci;). Ponieważ otwarli przedszkola Staś chodził do przedszkola a Wiktoria, ponieważ szkoły nadal zamknięte i nauczanie jest zdalne, była u nas. Do południa, kiedy trwały lekcje, ja zajmowałam się obiadem. Po lekcjach był „nasz czas”. Chodziłyśmy na dalekie spacery w poszukiwaniu wiosny, która już się nie ukrywa i wszędzie jej pełno. Zaczęłyśmy rysować i malować, ale ponieważ na taką „twórczość” szkoda mi było moich farb i kopiców, wiec pojechałyśmy do Actiona, zakupiłyśmy tanie farby i flamastry oraz odpowiednie papiery i powstało kilka „arcydzieł”;))). Nauczyłam Wiktorię szycia na maszynie, której to umiejętności jej mama nie posiada. Tak się jakoś złożyło, ze córka do tej czynności się nie rwała, a i ja w tym czasie, kiedy była pora na taką naukę, nie bardzo miałam okazję do maszyny siadać. Były to bowiem czasy, ze już można było wszystko w sklepach kupić i człowiek się taką możliwością ...