Anons.

Kochani, wróciłam i żyję. Choć ledwo zipię, to od dzisiaj idzie ku lepszemu. Nie zmogła mnie podróż i żywienie się w różnych hotelach i restauracjach, a po powrocie, już w domu zmogła mnie kiść winogron. Starannie umyta, mimo to przewróciła mi przewód pokarmowy na drugą stronę. Przez dwa dni żyłam na kroplówkach (dobrze, ze jest synowa, która takie sprawy ogarnia), dzisiaj jest już kleik, na obiad zupa z ryżu i marchwi na kolacje czerstwa bułka. Wyjazd bardzo udany, wrażenia pozytywne, chociaż pogoda nie końca dopisała. Jak tylko wrócę do jako takiej normalności to się odezwę.