Posty

Powrót z "emigracji";).

Obraz
Nie było mnie tu bardzo długo. Sorry, że nie uprzedziłam czy powiadomiłam, ale był to dla mnie bardzo trudny czas. Dopiero od tygodnia stanęłam jako tako na nogi. Jest lepiej na tyle, ze byłam w stanie pojechać na groby i podjęłam decyzję, ze jadę do sanatorium, gdyż wcześniej taki wyjazd stał pod znakiem zapytania. Co się działo? Po prostu depresja pogłębiana bólami w trakcie rodzenia kamienia a właściwie dwóch, bo łajza jedna rozpadła się na dwie części i męczyło mnie podwójnie. Jak się człowiek przy takiej przypadłości czuje wie każdy, kto złogi z układu moczowego rodził. A kto nie wie, niech lepiej się nie dowiaduje, bo to naprawdę nic przyjemnego. Do Buska Zdroju jadę dokładnie za tydzień. Jestem na wielkie NIE i nie chce mi się, ale jak mus, to mus. Muszę pojechać, bo w trakcie kiedy ból i złe samopoczucie mnie tłamsiło przestałam ćwiczyć, a ja niestety na wzmacnianie mięśni brzucha, które utrzymują kręgosłup lędźwiowy w ryzach,   jestem skazana do końca życia. ...

Równanoc...

Obraz
Zrównał się dzień z nocą, czyli nastąpiła równonoc. Po nim noc staje się dłuższa od dnia – wg. dawnych wierzeń, ciemność zwycięży jasność, lato odchodzi… Dziwne było w tym roku, w czerwcu nas wyprażyło, a w lipcu i sierpniu różnie z tym bywało, jednak nie było dla nas zbyt łaskawe. Liczyłam na piękną polską jesień – jak na razie efekt jest taki, ze temperatura sprawiła, iż w domach włączono ogrzewanie centralne.   A co u mnie? Samopoczucie mam takie jak pogoda za oknem, czyli raz lepiej a raz gorzej. Z depresją się już uporałam, ale sprawy urologiczne mi nie odpuszczają. Lekarz, u którego zawsze robię USG zapisał mnie na badanie dopiero na początek listopada. Do dobrych lekarzy prywatnych kolejki są prawie takie jak na NFZ – to jest tragiczne, bo obrazuje jak mało jest lekarzy „dobrych” - czytaj normalnych, takich, jakimi lekarze   powinni być). Zrobiłam więc USG w renomowanej przychodni. Nerka czysta, nic nie widać (zatem skąd ataki kolki nerko...

Mierz zamiary według sił...

Obraz
Wróciłam z wakacji. Co prawda już jakiś czas temu obiecałam sobie, ze moje wakacje, to wyjazdy do sanatorium, ewentualnie jakiś krajowy wyjazd. Dalej się już nie wypuszczam, bo w domu czuję się najlepiej. Ale na hasło Nesebyr nie mogłam się oprzeć, bo Nesebyr jest to miłość od pierwszego wejrzenia, bardzo lubię to miejsce. Nie byłam tam przeszło trzydzieści lat, więc ciekawość była duża, więc kiedy okazja wyjazdu sama przyszła do mnie – skorzystałam. Było pięknie , bo Nesebyr jest miastem bajkowym i niezwykłym. Malowniczo i atrakcyjne położone na niewielkim skalistym półwyspie nad Morzem Czarnym, połączone z lądem jedynie za pomocą wąskiego przesmyku. Mowa oczywiście i starej części Nesebyru, bo nowa część to zwykłe blokowo – willowe miasteczko. Było pięknie, ale…doszłam do niezbyt optymistycznej konkluzji… Czas płynie dla każdego, dla mnie, dla Ciebie i dla Nesebyru także, a właściwie dla tego miasta chyba podwójnie szybko. Jednak powrót po przeszło ćwierćwieczu nie by...

Zderzenie przeszłości z teraniejszością i przyszłością...

Obraz
Depresja mnie jednak dopadła i tym razem sponiewierała mnie solidnie. Ma być lada chwila lepiej, bo leki zaczynają działać dopiero po 2-3 tygodniach. Tak, lekarka włączyła mi medykamenty, bo zbyt nakręcona byłam tematem Felka. Mam się wyciszyć. Więc się wyciszam, nawet chyba za bardzo bo działam w trybie bardzo zwolnionym. Jeszcze, kiedy w ubiegłym tygodniu były u nas wnuczęta, było to dla mnie zbawienne, bo musiałam się starać jakoś trzymać pion i za nimi nadążać. Ale od piątku ruszam się   jak mucha w smole. Najchętniej zaszyłabym się w kąciku kanapy i od świata odgrodziła się książką. Ale jest to w mojej sytuacji zła opcja, bo przy leczeniu depresji bardzo pomaga „działanie”. Staram się więc robić to, co najbardziej lubię (a właściwie lubiłam, bo teraz muszę się do tej czynności zmuszać) czyli sprzątam. Tak więc w tempie ślimaka pucuję mieszkanie. Chyba, ze zmienia się ciśnienie – wtedy dopada mnie coma, siedzę wówczas w fotelu, drzemię (tak, jak...

Raptem minie sierpień...

Obraz
Ledwo co minęła połowa sierpnia, przed nami jeszcze przeszło miesiąc kalendarzowego lata, a na świecie już się szarogęsi jesień. Jeszcze jej nie słychać, ale czuć i widać ją wyraźnie… Ranki i wieczory są już chłodniejsze, nie wspominając o szeleszczących dywanach opadłych zaschłych liści. Odleciały już jerzyki, wielka szkoda - lubiłam wieczorami siadać na balkonie i słuchać ich nawoływań podobnych do dzwoniących dzwoneczków. Kiedy przed kilku laty ocieplano osiedlowe bloki, zawiązał się komitet, który pilnował, by przy tych pracach ptaszki nie ucierpiały. Bywały sytuacje dramatyczne, bo interesy ekipy ocieplającej nie pokrywały się z interesami jeżyków. Na szczęście ptaszki miały za sobą przepisy prawne, które mówiły, ze miejsca, gdzie znajdują się gniazda jeżyków można ocieplać albo przed złożeniem jajek przez ptaki, albo dopiero po wyprowadzeniu młodych. No i mieszkańcy tego dopilnowali, a teraz ptaszorki nam się odwdzięczają – u nas latem nie ma komarów ani żadnego l...

Plany sobie i życie sobie...

Obraz
Wnuczęta już w piątek wyjechały z rodzicami na wczasy, więc powinnam się już jako tako ogarnąć. Ale ciężko mi to idzie, do południa jestem rozmemłana i nie mogą się pozbierać. Zaczynam żyć dopiero po południu, ale pół dnia mam w plecy, więc jestem w wiecznym niedoczasie. Martwi mnie to, bo w ten sposób zazwyczaj przypomina o sobie moja stara znajoma – depresja, której powrotu się bardzo boję. Staram się być aktywna, tym bardziej, ze zajęć mam multum, ale jakoś ta moja aktywność jest bardzo nieaktywna. Wieści z frontu pt. "Felek na wakacjach" też są niepomyślne, a co gorsze nie bardzo mogę zadziałać. Otóż Felkowi znudziła się posesja brata i wybrał się za zwiedzanie okolicy, to znaczy przelazł przez płot do sąsiada. I tak mu się tam spodobało, ze zrobił sobie w ogrodzie sąsiada, pod krzakami jałowca locum. Przesiaduje tam całymi dniami i nie można go stamtąd wyciągnąć. Początkowo brat był zdania – jak zgłodniej, to wróci. Dopiero jak na nagraniu z kam...

Starość - co nam zabiera, a co nam przynosi?

Obraz
Choć to antagonizm, ale to prawda, dostawca Interntu dostarczył mi powodu do odwyku od netu, wyłączając dostęp. Tak się u nas czasem dzieje, wtedy trzeba przejść się do siedziby dostawcy i zgłosić awarię. Telefonicznie jeszcze nigdy nic tam nie załatwiłam, niby XXI wiek, a sprawy załatwia się tam jak sto lat temu. Tym razem nie chciało mi się tym zająć, poza tym Internet u tego dostawcy ma pół bloku, to dlaczego tylko ja muszę się zawsze tym zajmować. Po pięciu dniach włączyli, więc dopiero po pięciu dnach ktoś interweniował;(. Poza tym, brak Internetu był mi trochę na rękę, bo wykonywałam następny album - pierwszy raz za pieniądze, choć nie dosłownie, bo była to transakcja wiązana - cztery albumy, za tygodniowy wyjazd we wrześniu;). Poza tym były u nas wnuczęta, więc zaglądanie do komputera było u mnie na ostatnim miejscu. Jeden album już zrobiłam, wnuczęta na weekend wróciły do domu, a mnie  w weekend opanował wyjątkowy leniu nierobus – z kanapy się n...