Posty

Człowiek stał się narzędziem swoich narzędzi*

Obraz
Po prawie miesięcznej przerwie, po wędrówce do kilku punktów napraw wrócił wreszcie do domu mój laptop. Zaczęło się niewinnie od wymiany klawiatury, gdyż jestem z tych czasów, kiedy to człowiek, by coś napisać w pracy na maszynie, musiał walić palcami w klawisze aż dudniło.. Takie były maszyny do pisanie w latach sześćdziesiątych minionego wieku. Era elektrycznych maszyn do pisania, gdzie tylko się klawisze palcami muskało nadeszła później… A wiadomo, „czym skorupka za młody nasiąknie, …”więc mocne uderzenie w klawisze zostało mi do dzisiaj. Klawisze wymieniono, nawet szybko i sprawnie to poszło, ale przy okazji „coś” popsuto. Komputer zaczął żyć własnym życiem, według swoich zasad ignorując moje polecenia. I zaczęło się szukanie tego „coś”, co komputer zepsuło. W punkcie, w którym wymieniałam klawiaturę, po kilku dniach się poddali – nie wiedzą dlaczego tak się dzieje. Laptopa oglądano jeszcze w dwóch punktach napraw, konkretnych diagnoz nie było, ale w między czas...

Szczerbaty uśmiech soboty.

Obraz
Pogoda znowu dokłada do pieca. Siedzę więc pokoju ze spuszczonymi żaluzjami, włączonym wentylatorem, kubkiem wystygłej kawy i przeglądam co tam na you tubie u moich ulubionych   youtuberek. Magda z kanału „kawa po turecku” nagrała fajny filmik pt.   R azem z turecką rodzinką robimy aż 10 kg tureckiego makaronu erişte jako zapasy na zimę!” Tak sobie oglądam, a myślami przeniosłam się przeszło pół wieku wstecz. Nasza gosposia w ten sam sposób robiła makaron - ugniatała, wałkowała (innym, niż ten turecki, tradycyjnym, polskim wałkiem), podsuszała, kroiła i suszyła. Oczywiście nie takie duże ilości, bo zazwyczaj zapasy robiła na 1-2 tygodnie. My, dzieci dostawałyśmy małe kawałki makaronowego ciasta, posypywaliśmy je wtedy cukrem, składaliśmy razem, rozwałkowaliśmy i piekliśmy "podpłomyki" na blasze kuchennej. Wyglądało to jak maca, tylko było słodkie. Jestem ciekawa, czy moim wnukom by to smakowało. Starszy syn lubił te placuszki, córka nie miała oka...

Jaki wpis, taki tytuł, czyli nie warto czytać...

Obraz
Upał taki, ze tylko siedzieć w nad strumyczkiem w cieniu i moczyć nogi w chłodnej wodzie. Ale zamiast strumyczka musi wystarczyć mi włączony wentylator. Ostatnio jestem jakaś taka przymulona i apatyczna. Wiem, ze to nie depresja, bo tę znam doskonale – nie, to nie to uczucie. Już sama na siebie jestem zła, bo niby z tym rozmemłanieniem nie jest mi źle, ale inni to widzą i ich to chyba martwi. Wnuk mnie ostatnio stanowczo za często przytula i mówi „kocham cię babciu”(Staś był zawsze bardzo uczuciowym dzieckiem, ale nie aż tak wylewnym). Wnuczka nadmiernie mi pomaga, nawet padło zdanie, bym kupiła Termomix, bo wtedy ona gotowałaby za mnie obiady, gdyż w Termomixsie to ona potrafi, bo widzi jak mama to robi. A córka wprost pyta – mamo, co z tobą, dlaczego jesteś taka milcząca, jak nie powiesz mi co ci jest, to nie mogę ci pomóc. A ja nie potrzebuję pomocy, przynajmniej nie od najbliższych, bo oni nie są władni mi tej pomocy udzielić. Bo jaki wpływ mogą...

Łyżka dziegciu w beczce miodu ...

Obraz
Zaskakujące spostrzeżenie – tydzień z wnukami mija o wiele szybciej, niż bez nich. Jest zajmująco, wesoło, kreatywnie, to są dla nas dziadków, dni bezcenne, dające dużo radości , dobrego humoru i zadowolenia. Te dni reperują naszą kondycję i fizyczną i psychiczną, ale ile trzeba włożyć w   to trudu można się zorientować, kiedy wnuczęta jadą do domu;))) Wtedy babcia z dziadkiem dobitnie się przekonują jaki jest ich PESEL, że raczej nie powinni biegać z dziećmi po polach i lasach, tylko siedzieć na zapiecku (cokolwiek to znaczy;).. Wczoraj pod wieczór ugotowałam duży gar gulaszu warzywnego i zrobiłam dwadzieścia gołąbków. Jedną trzecią tego wszystkiego zabrała córka, resztę zamroziłam i mam na nadchodzący tydzień spokój uzupełniając menu obiadowe fasolką szparagową czy kalafiorem. Nadchodzący tydzień upłynie u mnie pod znakiem zakupów. Muszę kupić nowe karnisze do mojego pokoju i nowe firanki. Myślałam by firanek się pozbyć, ale pokój jest do połud...

Wakacje na półmetku...

Obraz
Od piątku rana byłam słomianą wdową. Nigdy się sama z sobą nie nudziłam, ale nie myślałam, ze te kilka dni tak dobrze wpłynie na moje samopoczucie. To były wspaniałe trzy i pół dnia. Były, bo już wszystko wróciło do normalności. I gdyby nie korona, to na pewno wmówiłabym Ślubnemu, ze wyraźnie gorzej się czuje i potrzebny mu jest wyjazd do sanatorium;))). Jestem z siebie bardzo zadowolona, ze tym razem się nie ugięłam i postawiłam na swoim. Kiedy przyszło zaproszenie na 85 urodziny brata Ślubnego, powiedziałam –jedziesz sam. A kiedy dowiedziałam się, ze szwagier sprosił około 80 osób pomyślałam sobie – każdy ma swój rozum i prawo wyboru. Jedni wybierają spotkania z bliskimi i znajomymi, bo w żadną pandemię nie wierzą, a ja, choć też średnio w tę pandemię wierzę, mimo wszystko będę przestrzegała obostrzeń i akurat w tym przypadku nie chcę sprawdzać, kto ma rację. I już nie było o czym gadać, chociaż były prośby, groźby, granie na uczuciach i próby ...

Po urodzinowo - oddycham z ulgą...;)

T ydzień wnuczętami minął błyskawicznie. Był wesoły, ciekawy i bardzo aktywny, ale również męczący - to okazało się jednak dopiero w piątek po południu, kiedy córka odebrała dzieci, a ja zajęłam się odgruzowaniem mieszkania i przygotowaniami do moich urodzin i imienin. Tym razem zapowiadał się komplet gości, jako ze korona sprawiła, ze ludziska przestali szwendać się po świecie, nagle i niespodziewanie odkrywając, że Polska też jest krajem, gdzie można z powodzeniem wypocząć. A jeżeli się zrezygnuje ze szpanu i „snobstwa” i nie wybierze modnych kurortów, tylko agroturystyką lub wczasy z namiotem, to można wypocząć dobrze, ciekawie i bez nadmiernego obciążania domowego budżetu. Tak więc „moi” goście nie rozjechali się w tym roku po świecie i wszyscy, jak za „dawnych dobrych czasów”;) stawili się na imprezie. Chociaż z upływem lat preferuję ciszę i spokój, to takie spotkanie wszystkich razem po latach, było bardzo miłe. Mój rozłożony na maxa stół, plus stół po...

Już wreszcie po ...

Już wreszcie jest po tej dwutygodniowej szopce. Czy jestem zrozpaczona i zawiedziona wynikami wyborów?. Nie jestem zrozpaczona, przez ostatni tydzień przed „godziną W” raczej spodziewałam się tego. Raczej czuję się zawiedziona. Dlaczego takiego wyniku się spodziewałam?. Ano dlatego, ze kiedy przez ostatni czas przekopywałam Internet w poszukiwaniu informacji o obecnie bardzo modnym temacie w niektórych kręgach - „skracanie łańcucha dostaw”, to przy okazji napotykałam mnóstwo artykułów oraz publikacji na you tubie pt. „tylko Duda zapewni nam dobrobyt, bezpieczeństwo, szczęście, uśmiech losu i fortuny, zdrowie i urodę, piękną pogodę dla wczasowiczów i odpowiednią ilość opadów deszczu dla rolników (oczywiście deszcze padają tylko nocami, by nikomu w dzień nie przeszkadzać) a nawet każdemu wygodne buty;))). Natomiast „opozycja” siebie jakoś nie „zachwalała” – nie wiem dlaczego? – czy nie mieli się czym chwalić, czy po prostu działali na zasadzie – spoko, ludzie i ...