Dzień za dniem...

Siedzę i wykonuję tę ogłupiającą czynność C/V. Poszłoby to szybciej, gdybym nie podczytywała tego, co kopiuję. Ale nie potrafię się powstrzymać, bo w głowie pojawia się dużo wspomnień i osób, które pamiętam i które sobie przypominam. Dopóki stary blog wisi, to będę kopiować te nieszczęsne komentarze (czyli chyba do północy). Niby mam już kopie moich blogów z bloxa, ale nie potrafię ich rozpakować, musi pomóc mi przy tym ktoś mądrzejszy. Może jutro namówię córkę. W między czasie mam gości. Goście co prawda nie moi, tylko córki, ale u mnie nocują i Ślubny jeździ z nimi do CZD. Córka pracuje w świątek, piątek i niedziele i mimo szczerych chęci nie ma możliwości gośćmi się zająć. I patrząc tak, jak się młoda mama z półrocznym, chorym dzieckiem męczy, ponownie dochodzę do wniosku, ze nie ma pieniędzy i wszelkiego dobra nad zdrowe dziecko. Pierwszy raz doszłam do takiego wniosku, jak się moja córka męczyła z chorym wnuczkiem-maluchem. Teraz wnuczek jest zdrowy, mam na...